Włosy kręcone - pielęgnacja

|
Włosy kręcone - pielęgnacja

Jedną z wielu zalet mieszkania w Londynie jest zdecydowanie możliwość eksperymentowania z kosmetykami. Kupisz tu wszystko i na wszystko - wystarczy poszukać.

Mieszkając w Polsce zawsze miałam problem z dostępem do dobrych kosmetyków. Sklepikarze ignorują fakt, iż dziewczyny z kręconymi włosami mają szczególne potrzeby i zwykłe szampony oraz odżywki się nie sprawdzają. Niestety moje włosy są dość wybredne i polskim produktom zdecydowanie mówią NIE. W UK ze względu na dużą różnorodność rasową zapotrzebowanie na niszowe preparaty pielęgnacyjne włosów są spore, a sklepy są solidnie zaopatrzone by sprostać wymaganiom klientek.

Pierwszą serią kosmetyków do włosów, która została mi polecona przez londyńskiego sprzedawcę, była linia Aunt Jackie’s Curls & Coils. Sama bardzo lubię używać kosmetyków, które dostępne są w kilku odsłonach. Posiadając całą serię danego produktu mam wrażenie, że zakupione przeze mnie kosmetyki dobrze się uzupełniają, a moje włosy zyskują coś konkretnego. Łatwiej też się zmusić do używania kompleksowo wszystkich dostarczonych przez producenta kosmetycznych gadżetów. Skoro kupiłam - będę używać.  Więc zgodnie z moją filozofią zakupiłam szampon oh, so clean!, detangler knot on my watch, odżywkę quench! oraz krem definiujący loki curl la la.

Bardzo przypadły mi do gustu dwa opakowania. Liderem w pielęgnacji moich włosów został detangler knot on my watch, blisko lidera uklasował się też krem definiujący loki curl la la. Szampon oh, so clean! jest zadowalający, ładnie się pieni oraz przyjemnie pachnie.  quench! nie przypadł mi do gustu, nie zauważyłam różnicy między nakładaniem tej odżywki a pomijaniem jej w mojej włosowej rutynie. Może za krótko ją stosowałam? Może moje włosy nie potrzebowały tej odżywki? Same sprawdźcie i napiszcie mi w komentarzu.

Skupię się dziś na moich faworytach. Jak wspomniałam jest nim detangler knot on my watch. Za co lubię go tak bardzo? Moje włosy strasznie się plączą. Znany problem każdej dziewczyny z mocno pokręconymi włosami. Rozczesywać się je daje tylko po myciu, na mokro, ale i to nie chroni mnie to przed utratą niezliczonej ich ilości po każdym czesaniu. Detangler okazał się wybawieniem dla mojej kobiecej, pokręconej czupryny. Po umyciu włosów nakładam go na całość wilgotnych jeszcze włosów (lecz nie ociekających wodą), odczekuję minutę czy dwie i zaczynam zabawę. Knot on my watch wyraźnie zmiękcza włosy i sprawia, że nie są tak uparte w stylizacji.  Poddają się jakże nieprzyjemnemu zabiegowi rozczesywania. Mimo, iż instrukcja mówi wyraźnie by nie spłukiwać preparatu, to pozostawienie go na moich włosach mocno je obciążało. Następnie moje włosy stawały się mocno matowe. Niestety buteleczka starcza mi na tylko kilka myć. Im dłuższe włosy tym więcej trzeba go nałożyć. Nie wyobrażam sobie mycia włosów bez tego specyfiku. Na dobre on wszedł również do mojej włosowej rutyny. W Polsce niestety wciąż jest on trudny do zdobycia.

Krem definiujący loki curl la la. Lekka, nie klejąca się konsystencja i niesamowity zapach to nie jedyne zalety kremu cur la la. Krem nie skleja włosów i nie pozostawia na nich żadnego śladu w postaci osadu. Dzięki niemu włosy są lekkie i ładnie się układają. Jest bardzo wydajny. Opakowanie starcza na około dwa miesiące. Nie trzeba go nakładać dużo by spełnił swoje zadanie. Zdecydowanie mój faworyt w tej siatce kosmetyków. Mam już kilka opakowań opróżnionych i na pewno kupię jeszcze wiele kremów z tej serii.

A kiedyś napiszę również o serii kosmetyków z Cantu.

Teraz przejdę jednak do tematu równie drażliwego jak kosmetyki do włosów kręconych - czyli szczotki do włosów. Poszukuję ostatnimi czasy idealnych rozwiązań pielęgnacyjnych dla moich pokręconych włosów. Przeszukując odmęty internetu natrafiłam na cudowną szczotkę Tangle Teezer. Temat mnie zainteresował i postanowiłam przyjrzeć się jej z bliska.

Moje włosy to dość ciężki przypadek pokręcenia. Nie są to ani typowe loki, ani fale. Takie nie wiadomo co. Plącze się to to niemiłosiernie i garściami wypada doprowadzając mnie niemal do obłędu. Zachęcona licznymi filmikami na youtube postanowiłam takową cudowną szczotkę nabyć i przetestować jej jakże zachwalane właściwości na własne skórze, a raczej włosach. Przeglądając youtube skupiłam się głównie na filmikach nakręconych przez dziewczyny z włosami mniej lub bardziej kręconymi i na prawdę uwierzyłam, iż szczotka ta cudownie odmieni moje życie na lepsze. Jakże się zawiodłam..

Tangle TeezerMimo zaaplikowania solidnej dawki odżywki po myciu i naprawdę delikatnego rozczesywania, począwszy od końcówek, moje włosy nie zareagowały pozytywnie. Wypadło ich dwa razy więcej niż przy zwykłym rozdzielaniu palcami. Niestety, czego się można było spodziewać po szczotce z tak gęsto rozstawionymi włoskami, zakłuciła ona naturalny skręt i solidnie je napuszyła.


Niestety nie mam żadnych zdjęć „po” i raczej już nie będę mieć. Dałam szczotce drugą szansę, ale sytuacja się powtórzyła.

Solidnym minusem jest także fakt, iż przy połączeniu z wodą i odżywką/detanglerem szczotka jest śliska i wyślizguje się z ręki. Niestety. Nie jest to produkt dla mnie. Znam jednak wiele osób, które sobie te szczotki chwalą. Osoby te jednak mają włosy proste i takim to osobom szczotkę  mogę z czystym sumieniem polecić.